niedziela, 22 kwietnia 2012

Rozdział 1

2 lipca - poniedziałek
- Zostaw mnie ! - krzyczała matka. Tak właśnie wygląda moje życie. Bicie, krzyki, wykorzystywanie przez ojca. Chciałam ratować matkę, ale ... czy ona mnie ratowała, gdy ojciec mnie gwałcił ? No właśnie nie. Spakowałam do plecaka kilka rzeczy i uciekłam z domu. Bez chwili namysłu poszłam w stronę mostu. Tam oczywiście zastałam moich dobrych znajomych.
- Siema młoda ! Choć do lasku ! - krzyknął Chris.
- Daruj sobie... - mruknęłam. - Macie towar ?
- A jakże inaczej. - Camille podała mi skręta. Zaciągnęłam się i odleciałam. Gdy już mniej więcej doszłam do siebie zauważyłam , że podszedł do nas jakiś nieznajomy. Nie wyglądał na kogoś podobnego do nas. Był ubrany w czerwone rurki i białą koszulkę w paski. Chłopaki z naszej "paaczki" zazwyczaj nosili dresy albo coś w tym stylu.
- A ty to kto ? - zagadnął Mathew.
- Nie pytaj. Poprostu pomóż. Podzielicie się ?
- Nie potrzebujemy tu takich... - powiedziałam ze wstrętem.
- Zapłacę. - powiedział przybysz.
- To zmienia postać rzeczy... - powiedział Chris. -  Siadaj. - poklepał ziemię obok siebie, a jednocześnie naprzeciw mnie. Laluś wyjął z kieszeni niezłą sumkę, wręczył ją Chrisowi i usiadł na wskazanym miejscu otrzymując od Ch. skręta. Obserwowałam go z nieufnością. Po chwili Camille odezwała się:
- Wyluzuj... - i podała mi kolejną dawkę narkotyków. Te były mocniejsze. Kiedy wszyscy byli już znacznie rozbawieni koleś do mnie podszedł i powiedział:
- Jestem Louis. - zaczął mnie całować. Nie odmawiałam, szczerze mówiąc wszystko było mi obojętne. "I tak mam już spieprzone życie. Gorzej nie będzie." Louis zaczął mnie rozbierać, a dalej to już wszystko samo się potoczyło.
   Gdy oprzytomniałam Louis'a już nie było.
- Zostawił coś dla Ciebie. - powiedział Chris podając mi jakąś kartkę. - Byłem zazdrosny. - spojrzał na mnie "rozbierającym" wzrokiem.
- Daruj sobie...
- Powtarzasz się.
- Nie moja wina, że trudno to Ci wbić do głowy. - westchnęłam i spojrzałam na kartkę od Louis'a.
" Musiałem już wrócić do rzeczywistości. Przepraszam... wiem, dziwnie wyszło. Nawet nie wiem jak masz na imię i kim jesteś, ale... poczułem coś więcej. Chciałbym Cię kiedyś jeszcze spotkać... Zadzwoń. 686838733
                                                              Louis xx "
- On jest głupi, czy tylko udaje ? - powiedziałam. - Przecież to jasne, że jeśli jestem biedna i śpię pod mostem to nie mam telefonu. - rzuciłam kartkę obojętnie na ziemię.
- Może jednak warto spróbować. Koleś ma kasę, a my niedługo zdechniemy z głodu. - powiedziała Camille. Spojrzałam na swoje wychudzone dłonie.
- Nie mam telefonu. - odpowiedziałam.
- Ojejku. A Londyn jest już tak zacofany, że nie ma budek telefonicznych... - odparła z ironią.
- Kochanie. Chyba mnie nie opuścisz. - powiedział i wyciągnął do mnie rękę Chris.
- Człowieku ! Może i kiedyś coś było, ale tylko przez prochy ! - po chwili pożałowałam tych słów, bo zbliżenie się do niego byłoby świetną okazją żeby wykraść pieniądze od Lou. - Ale możemy zostać dobrymi przyjaciółmi. - przysunęłam się do niego i dość zręcznie wyciągnęłam z jego kieszeni kasę.
- My z Camille idziemy na spacer. - mrugnęłam do blondynki i poszłyśmy na miasto. Rozmieniłam banknoty na drobne i zadzwoniłam do Louis'a.
- Na imię mam Lilly i możemy się spotkać i poznać. - powiedziałam, gdy chłopak odebrał.
- To... ty ?
- No, a kto może dzwonić...
- Do mnie dużo osób dzwoni. - zaśmiał się.
- Haha, bardzo śmieszne. Kończę. O 15 obok London Eye.
_______________________________________________________
Liczę, że się Wam spodoba !

3 komentarze:

  1. Dziewczyno ! Skąd ty masz tyle pomysłów na te blogii ?? No no może być ciekawie ;) Oczywiście czekam na następny ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejny blog i kolejny świetny pomysł na opowiadanie xD
    Pisz szybko nowy, bo nie mogę się doczekać dalszego rozwinięcia akcji :D
    Zapraszam do siebie http://newlife-1direction-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny,wiesz o tym.Daj szybciutko następny

    OdpowiedzUsuń